Donnerstag, 18. Juli 2013

Było, a może nawet nie

Przez krótki moment wydawało mi się, że zainteresował się mną pewien kolega z pracy. Wydawało mi się, tylko dlatego, że ze mną przez moment porozmawiał. A w mojej głowie zaraz zaczęły się marzenia, fantazje, że ktoś mnie polubił taką, jaką jestem. Przez tydzień-dwa naprawdę cieszyłam się, że idę do pracy. W myślach rozmawiałam z nim, żartowałam, śmiałam się. A w rzeczywistości ukradkiem patrzyłam znad komputera na czubek jego głowy. Czekałam i próbowałam go telepatycznie sprowokować do tego, żeby do mnie zagadał. Bo ja się oczywiście wstydziłam... Szłam co godzinę do kuchni zrobić sobie herbatę i tkwiłam przy czajniku gotując podwójną porcję wody, bo może przyjdzie za mną, bo może zamienimy kilka słów. Nie zamieniliśmy. Minęły dwa tygodnie i moje złudne nadzieje powoli się rozwiewają. Patrzę na niego, nawet teraz jak to piszę w notatniku i się uśmiecham – smutno się uśmiecham...

Napisałam te słowa dokładnie trzynaście dni temu ale utknęły w notatniku i czekały, aż sobie o nich przypomnę. Od tamtej pory niewiele się wydarzyło. Czasem się do mnie odezwał, dwa razy nawet pochwalił - ale to zawsze były zwykłe rozmowy z koleżanką z pracy, nic więcej. Ale dał mi też (z mojego punktu widzenia) do zrozumienia, że nie jest zainteresowany. Dlatego dalej się będę uśmiechać i rozmyślać, ale zostawię go w spokoju, po co się narzucać i uprzykrzać komuś życie.

Keine Kommentare:

Kommentar veröffentlichen